Porzucona na lotnisku drewniana skrzynia przez tydzień czekała na właściciela. Gdy w końcu ją otworzono, widok zaparł wszystkim dech w piersiach

13.10.2017

/

Kategoria:

Porzucona na lotnisku drewniana skrzynia przez tydzień czekała na właściciela. Gdy w końcu ją otworzono, widok zaparł wszystkim dech w piersiach

Poniższa historia wydarzyła się w Bejrucie. To największe miasto Libanu, będące jednocześnie jego stolicą posiada także ogromne lotnisko. Wedle statystyk, dzień w dzień przez ten port lotniczy rozsyła się dalej w świat około 5 tys. ton różnego rodzaju ładunków.

Nic więc dziwnego, że dokładna kontrola wszystkich bagaży, a także przewożących je pasażerów nie zawsze jest możliwa. Wiosną tego roku na lotnisku zauważono drewnianą skrzynię. Pakunek nie posiadał żadnych oznaczeń, a jego właściciel nie zgłaszał się po odbiór, toteż w końcu władze lotniska uznały skrzynię za porzuconą. Zgodnie z obowiązującym w Libanie prawem, trzeba najpierw odczekać 7 dni przed otworzeniem takiego niechcianego bagażu. Po upływie tygodnia władze portu postanowiły rozpieczętować przesyłkę. Po jej otwarciu pracownicy dokonujący rozpakowania skrzyni zdumieli się na widok tego, co zobaczyli w jej środku.

Otóż w wysokim na około 40 centymetrów wnętrzu paczki znajdowały się trzy młode tygrysy syberyjskie! Obecnie gatunek ten znajduje się na liście zwierząt zagrożonych wyginięciem – szacuje się, że na wolności, w naturalnym środowisku w Rosji żyje jedynie 500 sztuk tych zwierząt!

Małe koty były wychudzone, bardzo głodne i brodziły we własnych odchodach. Nic w tym dziwnego, skoro przez siedem dni znajdowały się w zbyt małej jak na całą trójkę skrzyni, bez dostępu do świeżej wody oraz jedzenia.

[quads id=”8″]

Obsługa lotniska natychmiast powiadomiła o całym zajściu Libańską Organizację Dobrostanu Zwierząt. Według ustaleń poczynionych przez przedstawicieli tej organizacji, tylko jedno tygrysiątko posiadało wymagany w takich przypadkach chip, który ma na celu ułatwienie transportu zwierząt na całym świecie.

Niedługo potem wyszło na jaw, że tygryski leciały z ukraińskiego zoo do ogrodu zoologicznego w Syrii. Podczas przeładunku w Bejrucie okazało się, że przewożący skrzynię nie posiadają wymaganych dokumentów, a dodatkowo napięta sytuacja w Syrii sprawiła, że tygrysiątka na dłużej utknęły na libańskim lotnisku. Okazało się też, że ich matka oprócz tej trójki urodziła jeszcze dziewięć kociąt, z czego cała reszta w wyniku sprzedaży trafiła w prywatne ręce.

Po oswobodzeniu tygrysy znalazły się pod dobrą opieką weterynarzy. Ci natychmiast zapewnili im właściwe warunki. Małe tygrysiątka dostały też imiona – od dziś to Maya, Tania i Antoun.

Po upływie pewnego czasu władze ukraińskiego ogrodu zoologicznego zwróciły się do libańskich władz z żądaniem oddania tygrysów. Przedstawiciele zoo twierdzili, że tygrysiątka mają bardzo dużą wartość rynkową. Jednak libańskie władze odmówiły na to zgody ze względu na obawy o zdrowie zwierząt.

Autor: Aleksandra Bielik / Tagi: