1-miesięczna Lenka nie żyje. Została znaleziona w polu. „Boże… Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia malutkiej”

09.02.2018

/

Kategoria:

1-miesięczna Lenka nie żyje. Została znaleziona w polu. „Boże… Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia malutkiej”

Tragedia rozegrała się w Nowej Wsi pod Włocławkiem (woj. kujawsko-pomorskie). W środku nocy 36-letnia Jolanta K. zabrała z łóżeczka swoją miesięczną córeczkę i skazała na śmierć. Uderzała jej główką o zamarzniętą na kamień ziemię, a potem pozostawiła na mrozie…

Bliscy kobiety, którzy mieszkają razem z nią w jednym domu, są zrozpaczeni.

„Boże… Nawet nie zdążyłam zrobić zdjęcia malutkiej…” – mówi zapłakana babcia Lenki, Katarzyna Kwiecińska (62 l.).

Do tragedii doszło w nocy.

„Słyszałam, że wstała, ale myślałam, że idzie do łazienki. Po jakimś czasie wróciła i znów się położyła. Coś mnie tknęło, nie było słychać dziecka. Weszłam do niej, a ona płakała. Powiedziała, że wyrzuciła dziecko. Krzyku narobiłam i zaczęliśmy szukać malutkiej – mówi roztrzęsiona pani Katarzyna.

Rodzina znalazła już nieprzytomną i wychłodzoną Lenkę w szczerym polu, około godziny 5 nad ranem. Dziecko leżało 100 m od domu. Na zewnątrz było -7 stopni mrozu. Dziewczynka była już cała sina.

„Malutka była tylko w koszulce i śpioszkach. Na wierzchu był na niej narzucony szlafrok. Zaniosłam ją do domu. Próbowaliśmy ją ogrzać. Karetka zabrała ją do Torunia, ale po trzech godzinach zmarła…” – powiedziała siostra Jolanty K. Marzena (29 l.).

Po sekcji zwłok dziecka biegły orzekł, że dziewczynka miała złamaną czaszkę i krwiak podtwardówkowy (z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że kobieta uderzała główką dziewczynki o skamieniałą ziemię), ale bezpośrednią przyczyną zgonu było wychłodzenie organizmu.

[quads id=”8″]

Jolanta K. urodziła wcześniej dwóch chłopców. Starszego (7 l.) oddała od razu do adopcji. Młodszego (4 l.) wychowuje babcia ze strony ojca. Kobieta nie pracuje, ojciec Lenki przebywa gdzieś w Toruniu. Jest alkoholikiem, nie pracuje…

„Już przy pierwszym dziecku miała depresję poporodową, ale nie doszło do tragedii. Teraz też mogło nie dojść, bo o adopcję dziewczynki starał się brat ojca Lenki, razem z żoną chcieli zaopiekować się dziewczynką – mówi babcia zamordowanej dziewczynki.

„Chcieliśmy adoptować Lenkę, ale ona musiałaby się zrzec praw rodzicielskich, a nie chciała tego zrobić” – mówi roztrzęsiony brat ojca dziewczynki.

W czwartek sąd obradował nad aresztowaniem matki. Jak powiedział prokurator, kobieta przyznała się do zabójstwa.

Źródło: fakt.pl

Autor: Paweł Krajewski / Tagi: śmierć dziecka, szokująca historia,